Jesteś autorem relacji biegowej?
Opracowałeś autorski program treningowy?
Jesteś organizatorem biegu którego jeszcze nie ma w naszej bazie danych?
Chętnie opublikujemy Twoje materiały
e-mail: redakcja@maratony24.pl
ŁASUCH TEŻ CZŁOWIEK, więc postanowiłem dzisiaj napisać specjalnie dla łasuchów, do których zaliczam z całą pewnością dlatego wiem o czym piszę. Oczywiście łasuchowych odmian jest bardzo wiele i trudno mi tutaj dogodzić wszystkim, tym bardziej, że tak naprawdę jestem zwolennikiem zdrowego żywienia związanego ze wsłuchiwaniem się w „głos wewnętrzny” własnego organizmu...
Bardzo długi kwietniowo – majowy weekend spędziłem w Tatrach. To góry, które kocham i lubię do nich wracać. Schodziłem je wzdłuż i wszerz ale ciągle potrafię odkrywać je na nowo. Góry nauczyły mnie pokory i wielkiego szacunku dla przyrody i jej rytmu. Dlatego dzisiaj napiszę o czymś co mnie zawsze bardzo mocno irytuje. Na ten temat napisano już bardzo wiele, powiedziano jeszcze więcej ale co z tego jak zjawisko nie tylko istnieje nadal ale ciągle się nasila. Co to jest?
Od wielu lat obserwuję w życiu codziennym i w bieganiu pewne zjawisko, które czasem nazywam dorzucaniem na wóz a czasem głupią dokładką. Chodzi mi o to, że tak naprawdę w życiu wszystko powinno mieć swój czas, swój rytm bo czasu nie da się dogonić ani przegonić. Tylko czasem udaje się go nadrobić niestety najczęściej ze szkodliwymi konsekwencjami. Czy wiecie już o czym piszę?
Kiedy się trenuje zdarzają się kontuzje. Jedne są takimi „na życzenie” czyli wynikają z naszych zaniedbań treningowych lub ze zwykłej głupoty, inne zdarzają się nam tak samo jak wypadki na drogach, na morzu czy w powietrzu. Splot niezależnych od nas okoliczności i TRACH. JEST KONTUZJA. We wszystkich tych przypadkach w pewnym momencie jesteśmy emocjonalnie rozwaleni. Chce się nam płakać, krzyczeć, przeklinać itp...
Poczytałem sobie ostatnio o chemii, która dzieje się w nas i nadszedł czas na zmierzenie się z prawdą. Biegamy maratony nie, dlatego, że lubimy biegać, nie dlatego, że zależy nam na zdrowiu, nie dlatego żeby udowodnić sobie i innym, że potrafimy, nie dlatego, że jest taka moda. BIEGAMY, BO JESTEŚMY FIZJOLOGICZNIE UZALEŻNIENI OD BIEGANIA.
Od pewnego czasu przyglądam się modzie na bieganie i zastanawiam się coraz częściej czy amatorzy nie zaczynają górować nad profesjonalistami. Nie, nie na razie jeszcze nie mam na myśli spektakularnych zwycięstw, chociaż i takie zdarzają się coraz częściej. Myślę o sposobie podejścia do treningu, wiedzy, sprzęcie itp.
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie wpis w blogu jednego z kolegów biegaczy. Kolega opisywał swój wspólny trening z biegaczką, która już w czasie rozgrzewki powiedziała, że nie ma siły biegać bo się odchudza i od rana jadła tylko płatki na wodzie. No cóż na temat odchudzania i diety od lat mam swoje wyrobione zdanie. Pisałem o tym w jednym z felietonów...
Czy już niedługo człowieka myślącego zastąpi człowiek siedzący? Niestety wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że niestety tak. Spróbujcie rozejrzeć się wokół siebie albo jeszcze lepiej postarajcie się spojrzeć na siebie samych. Nasze życie w wielkiej części spędzamy siedząc. Siedzimy w pracy, samochodzie, przed telewizorem, w kinie, teatrze, w parku, w kawiarni, restauracji itd., itp. Przykłady można mnożyć.
Copyright (c) 2010-2011 maratony24.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt graficzny: Wojciech Kozłowski